Juliusz Slowacki

Juliusz Slowacki

namioty handlowe nowe domy dolnośląskie
Gdy u schyłku r. 1830, już po wybuchu powstania listopadowego, Maurycy Mochnacki pospiesznie kończył druk swej książki O literaturze polskiej w wieku XIX, mógł z dumą stwierdzić, iż romantyzm na nowej glebie przyjął się znakomicie i wydał owoce, które krytykowi nie zawsze wprawdzie się podobały, ale które witał z uznaniem. Do przyjętych przezeń gorąco należał poemat Antoniego Malczewskiego Maria, wydany na rok przed śmiercią autora, pierwszy wybitny okaz epiki romantycznej. Sam Malczewski, zdemobilizowany oficer napoleoński i typowy przedstawiciel pokolenia wyrzuconego za burtę przez bieg historii, całą gorycz doznanych zawodów i zmarnowanego życia wylał w powieści poetyckiej, która przynieść mu miała uznanie duże, ale spóźnione, bo pośmiertne. Pomysł do niej zaczerpnął z żywej jeszcze tradycji, osnuł ją bowiem na głośnym fakcie z końca w. XVIII, gdy magnat ukraiński, chcąc pozbyć się niepożądanej synowej, spowodował jej śmierć przez utopienie. Poeta wypadek ten cofnął w głębszą przeszłość, co pozwoliło mu odjąć zbrodni posmak skandalu i spowić ją w mroki, potęgujące jej demoniczność. Posępny Wojewoda, rozgoryczony postępkiem syna, który w tajemnicy ożenił się z biedną szlachcianką, wysyła go przeciw grasującym w okolicy Tatarom, a udając pojednanie z ojcem synowej, Miecznikiem, jego doświadczeniu poleca swego jedynaka. Do pozbawionego opieki domu Miecznika przybywają nasłani przez Wojewodę służalcy, porywają i topią nieszczęsną Marię. Gdy młody Wacław, po rozbiciu Tatarów, spieszy do żony - zastaje zimne zwłoki, żegna je i rusza w świat, by pomścić zbrodnię, której sprawcy się domyśla. W ten sposób na karty poematu padł cień romantyczny, młody bowiem i szlachetny rycerz, przybity nieszczęściem, zmienia się w przestępcę z musu, w przyszłego ojcobójcę.
kowbojki